Bezpłatne kursy doskonalące dla ratowników medycznych i dyspozytorów medycznych

Jak już pisałem wcześniej – ratownicy medyczni mają „prawo i obowiązek” doskonalenia zawodowego.

Założenie jest słuszne, ponieważ ratownictwo medyczne (i ogólnie medycyna) jest dziedziną, która bardzo szybko się rozwija. Warto więc być na bieżąco, bo od tego może zależeć czyjeś życie i zdrowie. Podobny obowiązek dotyczy także lekarzy i dyspozytorów medycznych.

Niestety koszty doskonalenia zawodowego (sumując koszty dojazdów, noclegów i samego kursu, czy seminarium – nie są małe) najczęściej każdy pokrywa we własnym zakresie, w godzinach wolnych od pracy. Niewielu znam szczęściarzy, którym w jakikolwiek sposób pomógł w tym pracodawca. Dlatego warto skorzystać z dobrodziejstw, jakie dają na środki unijne, w postaci bezpłatnych szkoleń.

Jednym z ośrodków prowadzących bezpłatne szkolenia jest krakowska Medycyna Praktyczna. Kursy te odbywają się w ramach projektu systemowego „Wsparcie systemu ratownictwa medycznego poprzez kształcenie zawodowe lekarzy, ratowników medycznych i dyspozytorów medycznych” realizowanego przez Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego w Warszawie.

W ramach projektu w szkoleniach mogą uczestniczyć osoby z całej Polski. Szkolenia są bezpłatne – współfinansowane ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Kursy dla ratowników medycznych odbywają się następujących terminach:
19-24.03.2012 r.
23-28.04.2012 r.
7-12.05.2012 r.
18-23.06.2012 r.
23-28.07.2012 r.
20-25.08.2012 r.
10-15.09.2012 r.
12-17.11.2012 r.
10-15.12.2012 r.

a dla dyspozytorów medycznych:
26.03.-2.04.2012 r.
11-18.06.2012 r.
22-29.09.2012 r.

Kursy odbywają się w Krakowie i dostępne są dla osób z całej Polski. Rekrutacja prowadzona jest przez Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego w Warszawie, a szczegółowe informacje dostępne są TUTAJ.

Zajęcia prowadzą czynni zawodowo, doświadczeni instruktorzy ALS, ACLS, ITLS, PHTLS, PALS, EPLS, KPP, zdarzeń masowych i katastrof, a także psycholog i położna. O wrażeniach z kursu możecie przeczytać na blogu Grzegorza Nowaka. Ilość miejsc jest ograniczona, więc warto się pośpieszyć…

 


Pisać każdy może…


Dziś wpis autopromocyjny. Od kilku tygodni mam przyjemność współpracować z tygodnikiem „Nowe Fakty Kaliskie”. Zawsze lubiłem pisać (co chyba widać po moim blogu), ale nie zawsze dane mi było się w pełni zrealizować.

Zdarzało mi się wcześniej wielokrotnie wypowiadać do różnych mediów na zasadzie „eksperta”, ale czasem lepiej samemu pisać o tym co wartościowe i cenne. Więc kiedy otrzymałem propozycję tworzenia w lokalnym tygodniku rubryki dotyczącej pierwszej pomocy nie musiałem się długo zastanawiać.

Doskonale wpisało się to w moją wewnętrzną potrzebę pomocy tym wszystkim, którzy tej pomocy oczekują. A, że na pierwszej pomocy i ratownictwie medycznym znam się ponoć bardzo dobrze, postanowiłem spróbować. I w ten sposób rzuciłem się w wir pracy. Powstało kilka artykułów i zaczęły do mnie docierać informacje zwrotne. Na szczęście bardzo pozytywne.

Dziękuję tym wszystkim, którzy docenili moje teksty, wszystkim, którzy regularnie sięgają po „Nowe Fakty Kaliskie”, po to, by przeczytać między innymi to, co niejaki Rychlik wysmarował. I oczywiście dziękuję Redakcji za możliwość zaistnienia na łamach gazety, promocji idei udzielania pierwszej pomocy i działań prozdrowotnych. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi, opinie dotyczące moich artykułów. Wszystkie są dla mnie bardzo cenne. Zachęcam również do nadsyłania pytań, sugestii dotyczących tematów, które chcecie, abym były poruszał na łamach „Nowych Faktów Kaliskich”.

Z dziennikarskim pozdrowieniem – Jakub Rychlik

Komentarzy: 2 dalej...

Doskonalenie zawodowe ratowników medycznych

Każdy ratownik medyczny ma „prawo i obowiązek” doskonalenia zawodowego. Zostało to określone w ustawie o państwowym ratownictwie medycznym oraz rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 14 czerwca 2007 r. w sprawie doskonalenia zawodowego ratowników medycznych.

Ratownik medyczny w ciągu pięciu lat od zakończenia edukacji powinien uzyskać 200 punktów edukacyjnych potwierdzających doskonalenie zawodowe, przy czym 120 punktów musi być uzyskane poprzez pozytywne zaliczenie kursu doskonalącego.
Dla ratowników medycznych, którzy zakończyli edukację przed wejściem w życie rozporządzenia pierwszy okres edukacyjny rozpoczął się 1 stycznia 2008 roku.

Nie ma znaczenia jaką kto szkołę ukończył (studium, studia),  w myśl przepisów każdy, kto jest ratownikiem medycznym ma obowiązek doskonalenia zawodowego. Dotyczy to oczywiście osób czynnych zawodowo, lub wiążących swoją przyszłość z ratownictwem. Przebieg doskonalenia należy potwierdzić w „karcie doskonalenia” wydawanej przez stosowny urząd wojewódzki na wniosek zainteresowanego.

Rozporządzenie szczegółowo określa formy i zakres doskonalenia zawodowego. Doskonalenia zawodowe może być realizowane poprzez:

  • kurs doskonalący – co najmniej 48 godzin dydaktycznych, trwający 6 dni, pozwala uzyskać 120 punktów. Szczegóły określa Program kursu doskonalącego dla ratowników medycznych w ramach doskonalenia zawodowego,
  • seminarium – trwa nie mniej niż 5 godzin zajęć edukacyjnych, za każde można uzyskać 1 punkt edukacyjny za każdą godzinę zajęć, nie więcej jednak niż 8 punktów za całe seminarium,
  • samokształcenie obejmuje między innymi: przygotowanie i odczytanie referatu, udział w posiedzeniach szkoleniowych towarzystwa naukowego, stowarzyszenia, udział w kongresach, zjazdach, sympozjach, opublikowanie książki naukowej, artykułu, tłumaczenie książki, artykułu.

 

Na tą chwilę przepisy nie przewidują żadnej sankcji za nie zrealizowanie „prawa i obowiązku”, jakim jest doskonalenie zawodowe ratowników medycznych. Jedyne konsekwencje może wyciągnąć pracodawca na przykład nie przedłużając umowy o pracę, czy umowy cywilno-prawnej...

 


„S”, czy „P”? Oto jest pytanie…


Zapewne wielu z Was (mam na myśli nie medyków, ponieważ medycy, szczególnie mający „coś” wspólnego z ratownictwem raczej będą wiedzieć) zastanawia się, co oznaczają symbole „P” i „S” znajdujące się na karetkach. Otóż jest to oznaczenie rodzaju karetki.

Ustawa o państwowym ratownictwie medycznym  wprowadziła dwa typy zespołów ratownictwa medycznego:

  • zespoły specjalistyczne – „S” – w skład których wchodzą co najmniej trzy osoby uprawnione do wykonywania medycznych czynności ratunkowych, w tym lekarz systemu oraz pielęgniarka systemu lub ratownik medyczny,
  • zespoły podstawowe – „P” – w skład których wchodzą co najmniej dwie osoby uprawnione do wykonywania medycznych czynności ratunkowych, w tym pielęgniarka systemu lub ratownik medyczny.

 

Względy finansowe oczywiście powodują, że zapis ustawowy „co najmniej dwie osoby(…)”, czy „co najmniej trzy osoby(…)” stał się niemal regułą. Aktualnie zespoły „P” najczęściej są dwuosobowe, a zespoły „S” najczęściej są trzyosobowe. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale to sporadyczne przypadki. Skład i kompetencje zespołów opisałem TUTAJ.

„S”, czy „P”?
Jak to się dzieje, że raz przyjeżdża karetka „S”, a innym razem „P”? Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Są rejony w Polsce, gdzie istnieją listy zdarzeń z wytycznymi, jaką karetkę należy wysłać. To jednak tylko wytyczne, zalecenia dysponenta jednostki (czyli np. dyrekcji pogotowia ratunkowego, czy szpitala, który ma w swoich strukturach zespoły ratownictwa medycznego). W innych miejscach jeździ się „z kolejki”, a więc obojętnie co się dzieje, wysyłany jest zespół, który akurat jest pierwszy w kolejce.

Możliwa jest też sytuacja, gdy dany zespół nie jest dostępny, bo np. jest na innym zdarzeniu, albo dostępny jest tylko jeden zespół w danym rejonie. Znam też niestety sytuacje (i to nie jedną), gdy „pan doktor” odmówił wyjazdu mówiąc „to pierdoła, niech podstawowa jedzie”. Sytuacji odwrotnej nie znam…

Po przyjęciu zgłoszenia dyspozytor medyczny na podstawie zebranego wywiadu, dostępnych zespołów podejmuje decyzję i o ile to możliwe – niezwłocznie wysyła zespół (a czasem nawet kilka zespołów) ratownictwa medycznego na miejsce wezwania. 


Dzień z życia medyka vol. 7. „Ona temu winna, ona temu winna!”

fot. Mariusz Jankowski

Spadł niewielki śnieg i od razu odczuwamy tego konsekwencje. Wszyscy od rana jeździmy, a to wypadek, a to upadek… Ciągle coś. A do tego kontrola (pozdrowienia dla Panów kontrolujących, którzy trafili na mojego bloga). Do rzeczy – dziś zespół trzyosobowy. Razem nieco ponad 40 lat stażu w pogotowiu ratunkowym, z czego piszący te słowa ma najmniej ;-)

08:00 – „zasłabła, ból karku” – Sympatyczna, samotna starsza pani, która zdecydowanie wymaga stałej opieki innych osób. A „ból karku” doskwiera jej od kilku tygodni…

09:00 – „po upadku, uraz nogi” – „Jest zima, więc musi być zimno”, jak mawiał klasyk. Zimno, a czasem i ślisko. Szczególnie na schodach wyłożonych płytkami. Złamanie w stawie skokowym. Kierunek – szpital.

10:30 – „leży na chodniku” – Wzywa nas patrol policji. Lecimy na sygnale. Z daleka widać mężczyznę leżącego na schodkach kamienicy przy jednej z głównych ulic Kalisza. Czytaj KAWALERSKIE

14:30 – „uraz głowy od rana” – Starsza pani prawdopodobnie zbyt gwałtownie wstała, co spowodowało chwilowe omdlenie. Wezwała nas rodzina zaniepokojona zmieniającymi kolory sińcami. Pacjentka nie ma jednak ochoty jechać do szpitala. My też nie możemy jej pomóc. W takich sytuacjach czas jest głównym lekiem…

17:00 – „upadła, uraz nosa” – „ale o so chosi?” – rzekła na nasz widok. Na nosie widoczne niewielkie otarcie. Do tego wyczuwalna intensywna woń alkoholu. Niestety pacjentka nie jest w stanie samodzielnie się poruszać, więc z pomocą policji trafiła do najdroższego hotelu w Kaliszu (za który i tak pewnie nigdy nie zapłaci). Może też była na „wieczorze kawalerskim”…?

I na tym kończy się kolejny dyżur. Bilans: dwóch z pięciu naszych pacjentów było pod wpływem alkoholu. Jeden z pięciu trafił do szpitala. Był to jeden z ostatnich dyżurów przed moim zaległym urlopem. Ale nawet na urlopie „robota” mnie nie ominie ;-)

 


„Kawalerskie”

fot. Jakub Rychlik

Dyżur w pogotowiu, kilka dni temu. Dostajemy kartę wyjazdową – „Leży – NN – mężczyzna ok. 50 lat”. Wzywa policja. Lecimy na sygnale na jedną z głównych kaliskich ulic.

Na miejscu witają nas koledzy z policji i pokazując na leżącego na schodach mężczyznę mówią, że jest zbyt pijany, aby mogli go zabrać do „wytrzeźwiałki”. Z daleka wygląda na nieprzytomnego, tzw. żulero classico.  Ale dość szybko udało nam się delikwenta obudzić i namówić na dokładniejsze badanie. Zenek (bo tak nasz bohater miał na imię) zgodził się na badanie i poszedł z nami do karetki.

Gdy wsiadaliśmy do karetki przybiegła zatroskana pani (tak na oko w wieku mniej więcej naszego pacjenta). Mając nadzieję, że uda mi się od nie uzyskać jakieś informacje, pytam kim jest w stosunku do naszego pacjenta. „Nnnnaaaarzzeczonąąą” usłyszałem. Oho, jest ciekawie!

Przebadaliśmy pana ze wszystkich stron, okazało się, że to, co mu dolega to „zmęczenie” spowodowane spożyciem sporej ilości alkoholu. Podczas badania dowiedziałem się, że „narzeczeni” mają termin ślubu za dwa tygodnie.

„A dziś było kawalerskie?” – chciałem zażartować… „Tak” – odpowiedział już całkiem przytomny i zorientowany Zenek.

Nasz pacjent nie życzy sobie żadnej pomocy, więc po podpisaniu karty wraz z narzeczoną uraczyli się soczystym buziakiem i udali się na dalszy rajd po Kaliszu. Ale jeszcze przed wyjściem zaprosił nas na swoje kolejne „kawalerskie”. Niestety nie zapisaliśmy daty i miejsca imprezy ;-)

 

P.S.
Na zdjęciu bohater innej historii.

Komentarzy: 8 dalej...

„My płacimy na was podatki k….” i inne „przyjemności” naszej pracy

Kilka dni temu Telewizja Polska wyemitowała program poświęcony agresji pacjentów i ich rodzin wobec pracowników pogotowia ratunkowego. Polecam ten program, abyście mieli świadomość, z jakimi sytuacjami czasem się spotykamy próbując ratować ludzkie życie.


 

I wiecie co możemy zrobić? Pochylić głowę i z pokorą przyjąć wszelkie obelgi. Przecież pacjent jest najważniejszy, prawda…?


Dzień z życia medyka vol. 6.

Kolejna porcja dyżurowych opowieści. Tym razem zdecydowanie mniej alkoholu niż ostatnio, a więcej urazów. Głównie drobnych urazów. Przeczytajcie, a później się zastanówcie, które z tych zdarzeń mogły być „załatwione” bez wzywania pogotowia ratunkowego.

09.00 – „upadła na lodowisku, rana głowy” – Podczas klasowego wyjścia na lodowisko 17-latka upadła i uderzyła się w głowę. Bez utraty przytomności, bez nudności, wymiotów – nic. Był guz, ale kto z nas nie nabił sobie w życiu guza? Zastanówmy się więc, czy absolutnie każdy upadek wymaga wezwania karetki pogotowia? Myślę, że prawdziwym powodem wezwania było: „a co ja teraz mam zrobić, jak ja mam całą klasę pod opieką?”. Kierunek szpital. Opiekun też.

10:00 – „prawdopodobnie atak padaczki” – otwiera nam pani wyraźnie „wczorajsza” (a może już „dzisiejsza”?). Wezwała nas do „kolegi”. Ów kolega (też „wczorajszy”, albo już „dzisiejszy”) sprawia wrażenie lekko zdziwionego naszą obecnością. Krótka rozmowa i już wiemy, że nie zgłasza żadnych dolegliwości i nie życzy sobie żadnej pomocy. „Kolega” chleje i nawet tego nie ukrywa. Wolny kraj, każdy (z małymi wyjątkami) ma prawo decydować o swoim losie. Pani, która nas wezwała sugeruje „może na jakieś odtrucie go zabierzecie”? Wyczuwam, że „kolega” chyba zaczął być uciążliwy. Ale to już nie mój problem…

12:00 – „szkoła, rana łokcia” – licealista zahaczył łokciem o klamkę. Rana niewielka, nawet nie krwawiąca, ale do szycia. Pacjent niepełnoletni, więc musimy zabrać opiekuna – w tym przypadku nauczyciela. Na szczęście na miejscu szybko pojawia się brat poszkodowanego. Bardzo rozsądny brat, który po wysłuchaniu nas stwierdził, że może sam zawieźć brata do szpitala, bo „panowie przecież możecie mieć poważniejsze wezwania”. Brawo za rozsądek.

15:00 – „upadła, uraz nogi” – jak to mówią „jest zima, więc musi być zimno”. A czasem ślisko. I to właśnie było przyczyną upadku starszej pani. „Na oko” wyglądało to na stłuczenie okolicy stawu skokowego. Nasza pacjentka nie chce jechać do szpitala – ma takie prawo, więc zalecam doraźnie leki przeciwbólowe i okłady z altacetu. I tyle mogę zrobić.

17:00 – „upadła, uraz nogi” – tym razem bez szpitala się nie obejdzie. Prawdopodobnie złamanie szyjki kości udowej. Kierunek szpital.

Dobrnęliśmy do końca dyżuru. Jak więc sądzicie, czy każda z tych sytuacji wymagała naszej interwencji? Czy stać nas na to, aby pogotowie ratunkowe było traktowane jako „lek na całe zło”, a czasem jako taksówka?


„Kij i marchewka”, czyli o prawie raz jeszcze

Temat może troszkę nudny, ale bardzo ważny,wciąż budzący wiele wątpliwości.

Każdy z nas ma prawny obowiązek udzielenia pierwszej pomocy. Warto wiedzieć, że nikt nie wnika, czy umiemy udzielić pierwszej pomocy. Czysto teoretycznie każdy z nas w życiu miał kilka szans, aby tej pierwszej pomocy się nauczyć (gimnazjum, szkoła ponadgimnazjalna, kurs na prawo jazdy, czy też szkolenie BHP w pracy). Czy z nich skorzystaliśmy, albo czy inni dali nam z nich skorzystać, to już inna sprawa.

A więc jest „kij”. Masz udzielić pierwszej pomocy i koniec. Od każdej reguły są oczywiście wyjątki, np. z obowiązku udzielenia pierwszej pomocy zwalnia nas niebezpieczeństwo, o czym też już pisałem.

Jest także i „marchewka”. Ustawa o państwowym ratownictwie medycznym wprowadziła dwa zapisy chroniące osobę udzielającą pierwszej pomocy. W ustawie czytamy:

Art. 5.
1. Osoba udzielająca pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy oraz podejmująca medyczne czynności ratunkowe korzysta z ochrony przewidzianej w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz. U. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.2)) dla funkcjonariuszy publicznych.

2. Osoba, o której mowa w ust. 1, może poświęcić dobra osobiste innej osoby, inne niż życie lub zdrowie, a także dobra majątkowe w zakresie, w jakim jest to niezbędne dla ratowania życia lub zdrowia osoby znajdującej się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.

A teraz po naszemu.
Podczas udzielania pierwszej pomocy (a także kwalifikowanej pierwszej pomocy i medycznych czynności ratunkowych) korzystamy z prawnej ochrony, jaka przysługuje funkcjonariuszom publicznym. Funkcjonariuszem publicznym jest np. poseł, senator, radny, sędzia, ławnik, prokurator. Nie stajemy się funkcjonariuszem publicznym, ale nabieramy praw do szczególnej ochrony, jakie mu przysługują. W Kodeksie karnym czytamy:

Art. 226.
1. Kto znieważa funkcjonariusza publicznego albo osobę do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Udzielając pierwszej pomocy możemy poświecić dobro osobiste, majątkowe innej osoby, a odpowiedzialność za ewentualne roszczenia ponosi Skarb Państwa.

Podam przykład:
Jest upalny lipiec, południe. Gorąco, ok. 30 st. C. w cieniu. Idziesz przez parking dużego marketu. Na środku parkingu stoi dobre, drogie auto. W środku, w foteliku dziecko. Chyba nieprzytomne. Szyby pozamykane. Wybijasz szybę, czy nie? A jeśli tak, to kto za nią zapłaci (szyba 1500 zł)? Otóż, jeśli ktoś będzie tak głupi, żeby dopominać się odszkodowania, za szkody, jakie powstały podczas ratowania dziecka, to niech skarży Skarb Państwa.

Pamiętajmy jednak, że najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Zanim wybijemy szybę, warto sprawdzić, czy drzwi przypadkiem nie są otwarte…

Z jednej strony „kij” – „masz udzielać pierwszej pomocy”, a z drugiej strony „marchewka” – skoro już udzielasz pierwszej pomocy (a pewnie jesteś jednym z nielicznych) - to chcemy Cię chronić.


Dzień z życia medyka vol. 5. „Bawimy się!”

fot. Jakub Rychlik

19.45 – „leży na ulicy” – pierwszy wyjazd, na „rozruszanie”. Lecimy na sygnale, po ok. 4 – 5 minutach jesteśmy na miejscu. Już z daleka widzę trzy auta na światłach awaryjnych. W myślach pochwaliłem świadków za zabezpieczenie miejsca zdarzenia, a zarazem pomyślałem, że możemy mieć robotę. Tzw. „pierwsza piątka” (niektórzy medycy będą wiedzieć, nie medycy wkrótce się dowiedzą), szybkie rozeznanie. Podchodzę do naszego potencjalnego poszkodowanego, a ten wita nas głośnym „spier….j”. Tłumaczę mu, że chcemy pomóc, na co pacjent znów powtarza swoje „powitanie”, a przy tym zaczyna wymachiwać rękoma. I tak kilka razy. Świadkowie też próbują mu przemówić do rozumu, oczywiście bezskutecznie. Danych oczywiście nie chciał podać. Cóż, ja się z nim szarpał nie będę. Wezwaliśmy policję i nasz niedoszły pacjent pojechał trzecią klasą do najdroższego hotelu w Kaliszu. W obecności policjantów już nie był tak „rozmowny”.

23.45 – „napad drgawek, pił alkohol” – wezwali nas „koledzy” pacjenta, zaniepokojeni drugim w dniu dzisiejszym napadem drgawek. Tak to przynajmniej określili. „Francuz” (bo taką dostał od nas ksywę) był głęboko nieprzytomny (a wierzcie mi, że ja potrafię wybudzać), do tego zaczął wymiotować. Cóż możemy zrobić? Kierunek – szpital. Później dowiedziałem się od kolegi z SORu, że nasz pacjent miał 5,25 promila alkoholu we krwi. Pogratulować. Dawno nie widziałem takiego wyniku.

01.15 – „rana głowy, pijany” – tańcowanie po alkoholu nie zawsze wychodzi na dobre. Ups, przepraszam – przecież nasz pacjent na pytanie czy pił alkohol odpowiedział pytaniem „a jak pan myśli?” Ja jednak wolę spytać, niż bawić się w domysły, co chyba zirytowało pacjenta, który najpierw stwierdził, że nie pił, a później, że nie pamięta aby pił. A ten zapach alkoholu z ust to pewnie jakiś syrop na gardło, nie? Zwracam więc honor i poprawiam się: prawdopodobne spożycie alkoholu prawdopodobnie spowodowało upadek, który prawdopodobnie spowodował prawdziwą ranę głowy.

Jak widać roboty niezbyt dużo, ale za to 100% skuteczności. Trzy wyjazdy i trzy zdarzenia spowodowane nadużyciem alkoholu. I kto za to płaci? KLIKNIJ

 


motocyklisci kalisz gremium kalisz
  • Kategorie

  • Archiwum

  • Dołącz do przyjaciół

  • Kalendarz

    Maj 2012
    P W Ś C P S N
    « kwi    
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    28293031  
  • Moje filmy

    Śnieżka
    Śnieżka
    X Mistrzostwa Polski
    X Mistrzostwa Polski
    Rowerowo...
    Rowerowo...
    Pieszy. No przecież na pasach jest, nie?
    Pieszy. No przecież na pasach jest, nie?
  • Dobre strony

    kalisz dla dzieci


    motocykle



  • © 2011 Jakub Rychlik. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione. Autor nie ponosi żadnej odpowiedzialności za szkody mogące wyniknąć z niewłaściwego zastosowania prezentowanej na stronie www.jakubrychlik.pl wiedzy w praktyce.
    Motyw iDream: Templates Next , tłumaczenie: WordpressPL | Działa na WP